wtorek, 24 lutego 2015

Four

Ariana's POV
Minęło dobre pięć minut, a ja nadal wpatrywałam się w SMS-a od Justina. Chwila, czy ja właśnie się z nim umówiłam? Cóż, najwyraźniej tak. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Mamy nie było, a ja zaprosiłam obcego faceta! Przecież ja nawet nie wiem, ile on ma lat! Co ja sobie myślałam, pisząc tego cholernego SMS-a. Musiałam się zemścić na Drake'u, ale nie wiedziałam jak. Na wieść o Justinie zareagował strasznie, więc pewnie wkurzyłby się jeszcze bardziej, gdyby dowiedział się, że spotykam się z Justinem. To jest to! Muszę dowiedzieć się, co będzie robił wieczorem Drake i iść tam z moim "nowym chłopakiem". To będzie cudowne. Tylko skąd wiedzieć, gdzie on będzie. Wzięłam telefon do ręki i szybko napisałam SMS-a do kumpla Drake'a.
Do:Austin
Hej:) Wybieracie się gdzieś z Drake'iem dzisiaj?
Wiem, to było dziwne - w końcu napisałam do kumpla mojego byłego, co będą dzisiaj robić, ale bez tej informacji mój plan ległby w gruzach. Po kilku chwilach miałam odpowiedź.
Od:Austin
Hej, Ari, Idziemy do Under21, Drake mówił,
że ci powie i pojedziemy razem.
Do:Austin
Hm.. sprawy się trochę pokomplikowały.
dzięki xx
Odpisałam mu, mając nadzieję, że nie będzie o nic pytał. Na szczęście już nie pisał, więc mogłam być spokojna, że się nie domyśli. Teraz tylko namówić Justina. Kurde, Justin! Spojrzałam na zegarek. Miał tu być za 15 minut, a ja byłam nie umyta, nie wyspana, nie uczesana, nie umalowana, głodna i w pidżamie. W sam raz na randkę! - pomyślałam. Zaraz, zaraz. Jaką do cholery randkę?! - skarciłam się w myślach, zbierając po drodze potrzebne ciuchy. Stwierdziłam, że jest dostatecznie ciepło, aby wybrać TEN zestaw. Pobiegłam do łazienki, wzięłam super ekspresowy prysznic i ubrałam się. Na szczęście nie musiałam nic robić z włosami, bo te które miałam po rozpuszczeniu koka idealnie komponowały się ze strojem. Spojrzałam przelotnie w lustro po czym stwierdziłam, że zrobię delikatne kreski eye-linerem. Sprawdziłam godzinę - 11:55. Uff.. jeszcze pięć minut. Zbiegłam na dół do kuchni i zaczęłam robić naleśniki. Byłam głodna jak wilk. Wzięłam potrzebne składniki z lodówki i zaczęłam je mieszać. Potem wylałam jedną porcję na patelnię. Usłyszałam, że ktoś dzwoni do bramy. Wytarłam ręce ściereczką, która leżała na blacie i pobiegłam, aby wpuścić gościa na posesję. Stanęłam przed drzwiami, poprawiłam włosy i czekałam na dzwonek. *drrrrr* Jeszcze raz poprawiłam swój strój i otworzyłam drzwi. Jezus, ten chłopak wyglądał genialnie!

Justin's POV
Czego ona ode mnie chciała? Czytała mi w myślach czy jak? Zaśmiałem się na samą myśl o tym, że ktoś mógłby czytać mi w myślach. Cóż, współczułbym mu. Moje myśli to jeden wielki film o gangsterach połączony z naprawdę dobrym pornosem. Tak, nie wstydzę się tego, bo w sumie czego tu się wstydzić. Jestem tylko facetem - nie żadnym Bogiem. No dobra jestem bogiem, bogiem seksu. Nie raz słyszałem jak mnie tak nazywają i podobało mi się to. Lubiłem dziewczyny, a one lubiły mnie. Właśnie, dziewczyny! Spojrzałem na zegarek. Miałem jeszcze 20 minut, czyli zjem coś i zdążę idealnie. Zszedłem do kuchni. Wziąłem z lodówki mleko i płatki z szafki. Może nazwiecie mnie dzieciakiem, ale uwielbiam te płatki, z których wylatuje czekolada jak się je przegryzie. Po prostu niebo w gębie. Zjadłem szybko i wróciłem do swojego pokoju po JAKIEŚ ciuchy. Szczerze? Pierwsze co wpadło mi w rękę. To prawda, chciałem wyglądać dobrze, ale wolałem skupić się na włosach. To trochę pedalskie, wiem, ale dziewczyny na nie lecą. Postawiłem je na żel - tak jak zawsze. Wziąłem kluczyki do mojego audi r8 i poszedłem w stronę garażu. Po kilku minutach byłem pod jej domem. Zadzwoniłem do bramy. Po chwili ujrzałem jak metalowa konstrukcja przesuwa się i moim oczom ukazuje się piękna alejka prowadząca prosto pod dom. Wjechałem i zachwycałem się widokiem. Było pięknie. Wzdłuż aleji rosły drzewa, a dookoła było pełno małych lub dużych krzewów i innych drzew i kwiatów. Nim się obejrzałem byłem pod domem. Spojrzałem w lusterko wsteczne, poprawiłem włosy i wyszedłem z samochodu. Podbiegłem do drzwi i zadzwoniłem dzwonkiem. Dziewczyna otworzyła w zawrotnym tempie. Wyglądała oszałamiająco. Miała na sobie krótkie szorty i crop top, który odkrywał jej idealnie wyrzeźbiony brzuch. Jest cudowna - myślałem. Będzie moja, musi być moja. 
-Hej - powiedziałem po czym uśmiechnąłem się.
-Hej, wchodź - Ariana uśmiechnęła się odsłaniając przy tym rząd idealnie białych zębów, których pozazdrościłaby nie jedna gwiazda telewizyjna. Swoją drogą patrząc na nią trudno było uwierzyć, że nie ma ona żadnych powiązań z modelingiem. Wpuściła mnie do środka. - Chcesz coś do picia? - Spytała swoim aksamitnym głosem. Przysięgam, że rozpływałem się, gdy ona mówiła. Żadna laska nie działała na mnie tak jak ona. Dobra, miałem dziewczynę - w wieku 12 lat i nie nazwałbym tego "poważnym związkiem". W sumie, nie nazwałbym tego żadnym związkiem, ale mniejsza o to.
-Może jakiś sok. - Odpowiedziałem. Starałem się brzmieć jak najlepiej, ale przy niej? Przy niej się nie dało. Teraz, gdy ponownie ją zobaczyłem już nie dziwiłem się czemu ją wtedy pocałowałem. Cudem było nie rzucenie się na nią w tej chwili. Była po prostu idealna.
-Okej, mam pomarańczowy, jabłkowy i poziomkowy. - Wymieniała po prostu nazwy soków, a ja wariowałem. Stajesz się miękki, Bieber. Uważaj na nią. - podpowiadał mi głos w głowie. Faktycznie, miałem się z nią zabawić, żeby zrobić Drake'owi na złość. McCann mi kazał, a z nim nie było gadania. Albo robisz to co on chce, albo wypadasz. Wypadasz z życia.
-Poproszę pomarańczowy - udało mi się jakoś wyluzować. Usiedliśmy na kanapie. Ariana włączyła jakiś durny film. Nie pamiętam nawet jak się nazywał. Był o wampirach, czyli kolejne nic nie warte romansidło. Gdy już się skończył, spojrzałem na zegarek. Kurde, było już po czwartej po południu, Musiałem się zbierać.
-Umm... Dzięki za dzisiaj, ale muszę już iść. - Spojrzałem na dziewczynę i zacząłem iść w stronę wyjścia. Chciałem poczuć jej bliskość, ale to chyba nie dzisiaj.
-Czekaj - złapała mnie za ramię. - Mam propozycję nie do odrzucenia. - Spojrzała mi w oczy i uśmiechnęła się zadziornie.

Ariana's POV
Kurde, zawaliłam. Mieliśmy się do siebie zbliżyć. Miałam go w sobie rozkochać do szaleństwa, a tu co? Przepłakałam pół dnia oglądając jak Bella omal nie umarła. Brawo, Ariana! Musiałam go jakoś zachęcić do pójścia ze mną do tego klubu. Musiałam go przekonać. Tylko jak?!
-Czekaj - wypaliłam. - Mam propozycję nie do odrzucenia. - Spojrzałam mu głęboko w oczy. Były cudowne. Miały kolor ciemnej czekolady.
-Jaką? - Uśmiechnął się zadziornie. Chwila, on ze mną flirtował?! W sumie to o to mi chodziło, więc powinnam się cieszyć.
-Chodźmy do klubu - powiedziałam radośnie, będąc pewna, że się zgodzi.
-Co? - Cóż, nie krył zdziwienia. Zmarszczył brwi, przez co wyglądał po prostu komicznie.
-Do Under 21 - wypaliłam - chodź, będzie świetnie!
-Okej, czemu nie? - Uśmiechnął się. - Będę po ciebie o 8 wieczorem.
-Do zobaczenia. - Pomachałam mu radośnie.
-Do zobaczenia. - Odpowiedział ciepło po czym delikatnie musnął mój policzek. Uśmiechnęłam się i zamknęłam za nim drzwi.
Cóż, łatwo poszło. Sądziłam, że będę musiała się wdzięczyć żeby go przekonać do pójścia ze mną, a on bez wahania się zgodził. Teraz tylko pozostało mi wybrać jakiś strój.

***
Hej, miał być wcześniej, miał być dłuższy i ciekawszy, ale nie wyszło.
Przepraszam. 
Mam teraz kupę nadrabiania zaległości w szkole 
i dochodzę do siebie po operacji, więc sorry memory. :) 
Nie wiem kiedy będzie następny,
POSTARAM SIĘ (nic nie obiecuję) napisać w weekend.
KOMENTUJCIE:)
Bye, bye :* 

piątek, 6 lutego 2015

Three

-Kto tam? - Warknęłam próbując zwlec się z łóżka. - Normalni ludzie jeszcze śpią! - krzyknęłam.
Skłamałabym mówiąc, że jestem wyspana. Ba! Skłamałabym mówiąc nawet, że nie jestem wyspana. Byłam po prostu ledwo żywa. Na domiar wszystkiego ciągle myślałam o Justinie. To było trochę dziwne. Najpierw grozi mi i mojemu chłopakowi, a potem jak gdyby nigdy nic zawozi mnie do domu i całuje. Czułam, że ten chłopak przyniesie mi kłopoty, ale stwierdziłam, że na razie nie będę o tym myśleć. W sumie, nawet nie miał mojego numeru. Do mojego domu nie jest tak łatwo dostać się nieproszonym, więc mogłam być spokojna. Ledwo stojąc na nogach dotarłam do drzwi. To co ujrzałam sprawiło, że aż podskoczyłam z przerażenia.

Drake's POV 

*wspomnienie*
-Co z tobą jest nie tak?! - Ariana krzyczała i sądząc po jej minie chyba sama nie wiedziała, że zrobi to tak głośno. Szczerze mówiąc nigdy nie widziałem jej tak wściekłej i zdecydowanie nie był to najpiękniejszy widok. Wolałem ją pogodną i roześmianą. Lubiłem te słodkie dołeczki, które powstawały przy każdym jej uśmiechu. Teraz zachowywała się, jakby nie była sobą. 
-O co ci chodzi?! - Krzyknąłem równie głośno. Nie chciałem się denerwować. Nie chciałem pokazywać jej tego pozbawionego uczuć dupka, który wychodził ze mnie za każdym razem podczas brudnej roboty jaką byłem zmuszony wykonywać. Nienawidziłem siebie za to, ale nie miałem wyjścia. Miałem tylko nadzieję, że to wszystko niedługo się skończy. 
-Czy ty jesteś jakiś popierdolony? Zachowujesz się jak dziecko! - Krzyczała i wymachiwała rękami na wszystkie strony. - Mieszasz się w jakieś gówna, zupełnie niepotrzebnie! - Czułem, że zaraz wybuchnie. - Po cholerę Ci to? Po cholerę zabierałeś mnie w jakieś "miejsce niespodziankę". Dziękuję bardzo za taką niespodziankę! - Wykrzyczała mi prosto w twarz, po czym tak po prostu odeszła. Sama. Po ciemku. Bez żadnej opieki. Nie miała nawet telefonu. Widziałem jak zostawiała go w moim samochodzie. Chciałem wsiadać do samochodu, kiedy ktoś mnie szarpnął do tyłu. Poczułem jak przykłada mi coś do ust.
-My się nim zajmiemy - ktoś powiedział po czym dokończył -  a ty Bieber znajdź tę małą i dopilnuj żeby wróciła bezpiecznie. - Ostatnie słowa wypowiedział tak sarkastycznie, że mimo zasłoniętych oczu mogłem wyczuć, że uśmiecha się sarkastycznie.
Po kilku godzinach wypuścili mnie. Tak po prostu. Wyrzucili na bruk. Natychmiast wsiadłem do samochodu i pojechałem pod dom Ariany. Było już widno, więc myślałem, że już nie śpi. Po cichu liczyłem, że jej mamy nie będzie w domu. Cóż, gdyby zobaczyła mnie w takim stanie pewnie nie byłbym w jej oczach "idealnym kandydatem na męża" jak to zwykła mawiać. Mimo, że nie spędzała z córką dużo czasu, widać było w jej oczach, że ją kocha i martwi się o nią. Zazwyczaj była bardzo zajęta. Była w końcu jedną z najbardziej cenionych osób w świecie prawa w całych Stanach Zjednoczonych. Jestem pewien, że nie było tutaj osoby która chociaż raz nie słyszałaby o niej. Po prostu taka już była - wszyscy ją znali i podziwiali.
Na szczęście moje małe marzenie się nie spełniło. Wkradłem się na jej posesję praktycznie nie zauważony, co szczerze mówiąc graniczyło z cudem, biorąc pod uwagę to, ile ludzi tutaj zazwyczaj przebywa. Wystraszyłem się, gdy drzwi były otwarte, po czym zaśmiałem się sam z siebie. Po co miałyby być zamknięte skoro non stop kręci się tu któryś z ogrodników. - Myślałem. Ogród państwa Grande był naprawdę ogromny i piękny. Pracowało przy nim pięć albo sześć osób.
Wszedłem do domu i udałem się od razu do pokoju Ariany. Zapukałem w drzwi. Nic. Zapukałem drugi raz. Też nic. Zacząłem się martwić, że Bieber rzeczywiście mógł jej coś zrobić. Nie przejmowałem się tym, że jestem cały w siniakach, i że krew sączy mi się z rozcięcia nad wargą. Liczyła się tylko ona. Zapukałem w drzwi po raz kolejny. Usłyszałem głośny jęk niezadowolenia donoszący się zza drzwi. Tak, to moja dziewczyna. - Uśmiechnąłem się mimowolnie, gdy nazwałem ją moją dziewczyną. W sumie nawet nie wiedziałem, czy nadal nią jest.
*koniec wspomnienia*
Dziewczyna oniemiała na mój widok. Patrzyła się szeroko otwartymi oczami, jakby nie do końca wierzyła, że to ja przed nią stoją.
-Masz zamiar mnie wpuścić do pokoju czy porozmawiamy na korytarzu? - Cóż, chciałem brzmieć przyjaźnie, ale chyba mi nie wyszło.

Ariana's POV 
Stałam jak wryta. Nie mogłam uwierzyć, że stoi przede mną ten sam chłopak, który do niedawna był grzeczny i obiecywał mi wyjazd na Hawaje we wakacje. Teraz? Gdy go zobaczyłam czułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Zupełnie nie zauważyłam, że się zmienia. Czasem widziałam, że ma lekko rozszerzone źrenice, ale nie sądziłam, że to może mieć coś wspólnego z narkotykami, ale dziś? Po tym co wczoraj zobaczyłam jestem niemal pewna, że ćpa.
-Masz zamiar mnie wpuścić do pokoju czy porozmawiamy na korytarzu? - Prawie krzyknął. Wystraszyłam się, ale byłam na tyle głupia, by mu odpyskować.
-Masz zamiar się na mnie wyżywać czy może w końcu zaczniesz używać mózgu? - Przedrzeźniłam go.
-Słuchaj, przyszedłem sprawdzić czy ten dupek Bieber nic ci nie zrobił, więc może łaskawie porozmawiasz ze mną? - Spytał. Jego słowa aż ociekały ironią. Nie lubiłam gdy stawał się taki... taki zimny. Nie był sobą. Stał się taki jak wtedy w "Under 21". Wtedy, gdy mało brakowało a uderzyłby mnie. 
-Jak widać nic mi nie zrobił - uśmiechnęłam się sakrastycznie. - Coś jeszcze? 
Chyba nie spodziewał się, że będę dalej to ciągła, bo jego twarz nagle złagodniała.
-Przyniosłem Ci twój telefon. - Powiedział spokojnie i podał mi do ręki mojego srebrnego iPhone'a. 
-Dzięki. - Uśmiechnęłam się słabo. Martwiłam się, żeby nie powiedzieć cholernie bałam się co będzie z naszym związkiem. Po wczorajszej nocy wszystko się zmieniło. Zaczęłam bać się o Drake'a jak nigdy dotąd.
-I proszę Cię - jego oczy nagle zrobiły się ciemniejsze niż zwykle, ciemniejsze niż wcześniej, ciemniejsze niż kiedykolwiek. Wystraszyłam się i zrobiłam krok w tył na co on przysunął się do mnie bliżej. - Uważaj na tego całego Biebera. - Co? Skąd on wiedział o Justinie.
-Czekaj, czekaj... - powiedziałam szybko. -Skąd ty wiesz o Justinie? Przecież nawet nie szukałeś mnie wczoraj, gdy tak po prostu poszłam nie wiedząc nawet, gdzie jestem?
-Tak wiem, jestem dupkiem. Długo jeszcze będziesz mi to wypominać? - Krzyknął.
-Zadałam tylko jedno, proste pytanie. Czemu mi na nie tak po prostu nie odpowiesz? - Krzyknęłam równie głośno, nie tracąc kontaktu wzrokowego. -Przecież nawet nie wiesz jak on się zachowywał w stosunku do mnie!
Chłopak złapał mnie za przedramię i sprawił, że omal nie zakrzyczałam z bólu. -Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę powtarzał. - Bałam się. Pokiwałam tylko twierdząco głową. - Bieber nie zasługuje na szacunek, on nie zasługuje na nic! Jest zwykłym śmieciem, który potrafi tylko niszczyć, więc łaskawie zostaw go w spokoju.
-Nie! - krzyknęłam i wyrwałam się z uścisku. 
-W takim razie to koniec! - Warknął, po czym po prostu zaczął wychodzić z pokoju.
-Bardzo dobrze! On przynajmniej umie się całować! -Krzyknęłam za nim uświadamiając sobie jak dziecinnie to brzmi. Nie musiałam długo czekać, aby poczuć konsekwencje tego co powiedziałam. Drake stał przede mną, a mój policzek piekł coraz bardziej.
-Wynoś się! - Krzyknęłam po czym wskazałam na drzwi. Chłopak stał w osłupieniu i chyba sam nie rozumiał tego co przed chwilą zrobił. -Czego nie rozumiesz w słowach wynoś się! - Krzyknęłam ponownie.
-Skarbie, ja przepraszam. -Podszedł i nasze twarze znajdowały się niebezpiecznie blisko siebie.
-Wynoś się! - Krzyknęłam. - I nie dotykaj mnie! -Odsunęłam się gwałtownie, gdy chciał pogłaskać mnie po zaczerwienionym policzku. 
-Zemszczę się. - Wycedził przez zęby patrząc mi prosto w oczy.
-Ty?! Za co? Za to, że mnie uderzyłeś czy za to, że jesteś dupkiem?
Odszedł. Tak po prostu zostawił mnie i wyszedł.
-Zobaczymy kto będzie się śmiał ostatni! - Krzyknęłam za nim. 

Justin's POV
Kurde, ta laska była naprawdę gorąca. Podobała mi się. Nie to, żebym coś do niej czuł. Żebyśmy dobrze się zrozumieli. Podobała mi się w ten inny sposób. Tak, bawiłem się wszystkimi dookoła tak jak mi się podobało i nie widzę w tym problemu. Przecież gdyby tego nie chcieli to nie godziliby się na to, prawda?
Gdy tylko zobaczyłem ją z Drake'iem w naszym magazynie pomyślałem sobie "muszę ją mieć". Nie dlatego, że była super ładna i fajna (chociaż nie zaprzeczę, wygląda jak jedna z modelek Victoria's Secret czy innego babskiego gówna). Chciałem ją, bo wiedziałem jak to skrzywdzi tego palanta. Gdy McCann powiedział mi, że mam się nią zająć stwierdziłem, że będę udawał miłego i troskliwego kolegę, ale to co stało się w samochodzie. Cóż, podobało mi się. Naprawdę musiałem się pilnować, żeby nie pozwolić sobie na nic więcej. To był dopiero początek. Początek końca Drake'a.

Ariana's POV
Zamknęłam drzwi do mojego pokoju i nie mogłam złapać powietrza. Cała odwaga i pewność siebie jaką miałam odeszła razem z moim ex. Jakie to było chore. Wczoraj planowaliśmy wspólną przyszłość, a dziś zachowujemy się jak najgorsi wrogowie. Najgorszy wróg to najlepszy przyjaciel. To powiedzenie odbijało mi się o ściany mózgu. Dosłownie czułam jak chce się przez nie przebić i wydostać na zewnątrz. Musisz się zemścić. Kolejne myśli buzowały mi w głowie. On nie może wygrać. 
Podbiegłam do szortów, które miałam wczoraj na sobie i wyjęłam z nich małą karteczkę z numerem telefonu.
Do:Justin
Hej:) Tu Ariana, mógłbyś do mnie wpaść? 

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
Od:Justin
Pewnie, będę za 30 minut.
Mam na niego uważać, kochanie? - Pomyślałam. To lepiej patrz, bo to dopiero początek. Początek końca, kochanie. 

***
Hej:) Przyszłam do was z nowiutkim rozdziałem.
Mam nadzieję, że się podoba. Swoją drogą to trochę ironiczne, że 
Justin i Ariana chcą siebie nawzajem wykorzystać do zemsty na tej samej osobie.
Cóż, tak jak napisałam "to dopiero początek".
NOWY ROZDZIAŁ=3 KOMENTARZE! 
(nie sprawdzałam rozdziału, więc pewnie ma dużo błędów, ale chciałam coś dodać,
bo to może być ostatni w ciągu najbliższego tygodnia:))
Pozdrawiam cieplutko:*

***
Chciałabym polecić wspaniałe opowiadanie:

środa, 4 lutego 2015

Two

Wierciłam się na siedzeniu pasażera i co chwilę nerwowo spoglądałam za okno. Byłam strasznie spięta. Drake chyba to wyczuł, bo położył dłoń na moim udzie i przez chwilę pogładził. Spojrzałam na niego i szeroko się uśmiechnęłam. Odwzajemnił uśmiech po czym przeniósł wzrok z powrotem na drogę. Nadal byłam nerwowa, co dziwiło nawet mnie. Przecież Drake był moim chłopakiem, nie mógł zrobić mi krzywdy. Nigdy mi jej nie zrobił, poza tym jednym razem. Z dwa tygodnie temu byliśmy w klubie "Under 21", tańczyłam tam z jakimś facetem, a Drake poszedł do łazienki. NIC ZŁEGO NIE ROBILIŚMY tylko z nim tańczyłam. Nie myślcie sobie, że jestem jakąś dziwką, która wykorzystuje chwilę bez swojego chłopaka na zabawianie się z innym. Co to, to nie! Zwyczajnie tańczyliśmy. Drake wyszedł z łazienki,i gdy mnie zobaczył po prostu wyszedł z klubu. Pobiegłam za nim i zaczęliśmy się kłócić. Zezwał mnie od najgorszych i przyrzekam, że gdyby nie jakiś przypadkowy przechodzień przywalił by mi. Na samą myśl o tym, co się wtedy zdarzyło, aż się wzdrygnęłam. Wbrew wszystkiemu, gdzieś tam w głębi siebie jestem wrażliwa. Nie potrafię zapomnieć o wyrazie jego twarzy kiedy na mnie patrzył. Był taki obcy, zimny. Nie był sobą.
-Kochanie, wiesz, że tego żałuję - spojrzał na mnie, jakby czytał mi w myślach. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Chciałam jakoś przerwać ten temat. Ba! Ja nawet nie chciałam go na nowo rozpoczynać.
-Czytasz mi w myślach? - zaśmiałam się, na co chłopak odpowiedział tym samym. Wyjrzałam przez szybę. Wow, nawet nie zauważyłam, że jest już ciemno! - Drake, gdzie jedziemy? - spytałam niepewnie.
-Nie bój się, nie musisz się mnie bać. Napisz tylko do mamy, że nie wrócisz na noc. - Powiedział spokojnie. Ufałam mu, więc nie miałam podstaw do obaw, prawda? Posłusznie wyjęłam telefon i napisałam sms'a.
Do:Mama
Hej mamuś! Jak obiad? xx
Od:Mama
Super, a co u ciebie? Gdzie jesteś?
Do:Mama
Słuchaj, Drake ma dla mnie niespodziankę
i chyba nie wrócę na noc, xo
Od:Mama
Okej, tylko wróć jutro przed 16:00.
Będziemy mieli gości.
-Okej - powiedziałam sama do siebie. - Musisz mnie oddać do 16:00. - Zaśmiałam się.
-Jak sobie życzysz. - Uśmiechnął się.

Justin's POV
Siedziałem z chłopakami w starej fabryce. Wszystko było albo czarne albo szare. Nie było tutaj przyjemnie, ale nie miałem wyjścia. Czekaliśmy na Drake'a. Miał nam dostarczyć towar. Wisiał mi niezły hajs i do tego spóźniał się. A ja nie lubię spóźnialskich. Cóż, już mu współczuję.

Drake's POV
Kurwa, nie zdążyłem. Jestem już nieźle spóźniony,a niestety wiem do czego ci ludzie są zdolni, gdy coś nie idzie po ich myśli. Wszystko zaczęło się jakieś pół roku temu. Potrzebowałem kasy. Nie myślcie sobie, że jestem biedny. Moi rodzice mają full kasy, ale odcięli mnie od niej za karę. Never mind. Spotkałem ich boss'a, który powiedział, że mogę szybko zarobić dużo hajsu, jeśli zacznę dla nich pracować. Zgodziłem się. To było nawet fajne do czasu kiedy musiałem kogoś zabić. Nie zrobiłem tego. Nie zdążyłem, przez co zgarnęła mnie policja. Zagrozili mi, że jeśli nie powiem to mnie zamkną. Nie mogłem przynieść takiego wstydu mojej rodzinie. Powiedziałem im. Teraz chłopaki z The Threats mszczą się. Każą mi oddać całą kasę, ale nie mam skąd jej wziąć. Nie mogę już wołać od rodziców, bo zwyczajnie zaczną się wypytywać i znowu zacznie się piekło. Ukradłem narkotyki i mam nadzieję, że starczy ich na spłatę długu. Oby starczyło.

Pół godziny później dojechaliśmy na miejsce. Moim oczom ukazał się wielki, betonowy budynek. Był tak obskurny, że na sam jego widok miałem ochotę stąd odjechać i uciekać jak najdalej, ale nie miałem innego wyjścia jak tylko załatwić tą sprawę do końca. Ariana spała. Wyglądała tak słodko, że szkoda było mi ją budzić. Ona o niczym nie wiedziała i musiałem jej powiedzieć, że idę. Nie chciałem, żeby się martwiła, ale musiałem jej powiedzieć. 
-Ari - szturchnąłem ją za ramię. Otworzyła oczy i przetarła je jedną ręką. Rozejrzała się dookoła.
-Gdzie my jesteśmy? - spytała. Nie kryła zdziwienia, co w sumie w takiej sytuacji było jak najbardziej normalne.
-Muszę coś załatwić, poczekaj tutaj. Zaraz wró...
-Nie! - krzyknęła i przerwała mi w pół słowa. - Nie zostawisz mnie samej w tej dziurze. - Powiedziała stanowczo. - Albo idę z tobą, albo ty nigdzie nie idziesz. - Nie miałem siły się z nią kłócić.
-Ale nie odzywasz się ani słowem, okej? - Odburknąłem jej i wysiedliśmy z samochodu. Złapała mnie za rękę i ruszyliśmy przed siebie. 

Ariana's POV
Bałam się. Nie wiedziałam, o co chodzi i po co tu jesteśmy? Jeśli to ma być ta niespodzianka, to lepiej żeby w środku były czerwone róże i romantyczna kolacja. Chwyciłam mojego chłopaka za rękę i weszliśmy do budynku. Śmierdziało tam papierosami i jakimś dziwnym alkoholem. Było pusto, szaro, ponuro jednym słowem - ohydnie. Na środku stał stół i cztery krzesła. Podeszliśmy do niego i tak jak mówił mi Drake - niczego nie dotykaliśmy. Na stole leżała talia kart i kilka puszek po piwie. Wyglądały jakby ktoś przed chwilą w nie grał, a teraz wyparował. Nagle usłyszeliśmy stukanie.
Odwróciliśmy się, a naszym oczom ukazało się czterech mężczyzn. Wyglądali na niewiele starszych ode mnie. Powiedziałabym, że sprawiali wrażenie typowych gangsterów. No może poza jednym z nich. Był trochę inny. Zadbany i strasznie przystojny. Miał cudowne blond włosy i czekoladowe oczy. Był intrygujący, ale straszny. Czułam, że jego spojrzenie wypala we mnie dziurę. Nerwowo spuściłam głowę w dół, aby uniknąć jego wzroku. 
-Widzę, że nie przyszedłeś sam. - powiedział jeden z nich. Zaczęłam trząść się ze strachu. 
-Przydałaby nam się. - powiedział blondyn. Miał zachrypnięty głos, który przyprawiał mnie o dreszcze. Podszedł do mnie i pogładził mnie po twarzy. Odruchowo skoczyłam za plecy Drake'a i przytuliłam go od tyłu.
-Spróbuj ją tknąć, a zobaczysz. - Wycedził przez zęby mój chłopak.
-Nie stary, to ty zobaczysz. - Odpowiedział blondyn w taki sam sposób.
-Macie to czego chcieliście - powiedział Drake i rzucił jakąś paczkę na ziemię - i dajcie mi spokój. 
Złapał mnie za rękę i udaliśmy się w stronę wyjścia.
-To dopiero początek, Stone. - Krzyknął ten sam zachrypnięty głos.
Wyszliśmy na dwór, a ja ledwo mogłam złapać oddech. Zaczęłam żałować, że poszłam razem z Drake'iem.Wdech... Wydech... Wdech... Wydech... Wdech... Wydech... Powtarzałam sobie w głowie jak mantrę. Patrzyłam na chłopaka, który był nad wyraz spokojny. 
-Co z tobą jest nie tak?! - Krzyknęłam.
-O co ci chodzi?! - Krzyknął równie głośno.
-Czy ty jesteś jakiś popierdolony? Zachowujesz się jak dziecko! Mieszasz się w jakieś gówna, zupełnie niepotrzebnie! - Nie wytrzymałam. - Po cholerę Ci to? Po cholerę zabierałeś mnie w jakieś "miejsce niespodziankę". Dziękuję bardzo za taką niespodziankę! - Krzyknęłam po czym pobiegłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie jestem. Nie wiedziałam jak trafić do domu. Nic nie wiedziałam. Nie miałam nawet telefonu i pieniędzy. Pięknie, idiotko - skarciłam się w głowie. Szłam w kierunku, z którego miałam na dzieję przyjechaliśmy. Łzy spływały mi po policzkach. Jak on mógł być tak głupi i wpakować się w takie coś? Jak ja mogłam być taka głupia i tego nie zauważyć? W tamtym momencie nienawidziłam siebie za to, że mu nie pomogłam. Było mi strasznie zimno. Miałam krótkie spodenki i koszulkę, bez żadnej bluzy ani niczego. Szłam już dobre piętnaście minut i nie poznawałam niczego z mojego otoczenia. W pewnym momencie stanął koło mnie jakiś samochód. Siedział w nim jakiś chłopak. Delikatnie uchylił szybę.
-Podwieźć cię gdzieś? - Usłyszałam ten sam, zachrypnięty głos. Spojrzałam na niego i zaczęłam biec przed siebie.
-Czekaj! - Krzyczał za mną. Czułam, że jest coraz bliżej. Obejrzałam się za siebie. Był jakieś cztery metry za mną. Biegłam ile sił w nogach. Bałam się. Tak cholernie się bałam. Nagle upadłam. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i tak po prostu przewróciłam się. Chłopak momentalnie zjawił się przy mnie i podał mi rękę. 
-Mówiłem, żebyś nie uciekała. - Uśmiechnął się do mnie. Jezus, co to był za uśmiech. Podobał mi się, Był taki tajemniczy, niedostępny przez co bardziej pociągający. Znacie to uczucie, kiedy nie możecie czegoś dostać i pragniecie tego jeszcze bardziej? Cóż, tak właśnie było ze mną i z nim. Skarciłam siebie za te myśli i podałam mu rękę, aby pomógł mi wstać.
-Nie zrobisz mi krzywdy, prawda? - spytałam.
-Oczywiście, że nie. - A co miał ci odpowiedzieć, hmm? - pomyślałam. - Chodź, zawiozę Cię do domu.
Posłusznie poszłam za chłopakiem. Zastanawiałam się, po co to robię. Przed chwilą praktycznie mi groził, a teraz ratuje mi życie. W sumie, nie miałam innego wyjścia jak iść za nim. On chociaż wiedział, gdzie jesteśmy. Po paru chwilach doszliśmy do jego samochodu. Stanęłam przed drzwiami od strony pasażera i po cichu liczyłam, że mi otworzy. Jednak on podszedł do drzwi kierowcy i wsiadł. No tak, to gangster, a nie książę z bajki, królewno. - myślałam. Wsiadłam do samochodu.
-To gdzie mieszkasz? - spytał odruchowo.
- 9830 Wilshire Boulevard - podałam chłopakowi adres po czym odjechaliśmy.
Droga mijała spokojnie. Nikt się nie odzywał. Patrzyłam nerwowo za szybę, modląc się żebyśmy dojechali jak najszybciej. Po około godzinie milczenia dojechaliśmy do mojego domu.
-Dziękuję - odwróciłam się do chłopaka i uśmiechnęłam.
-Spotkamy się jeszcze? - spytał.
-Nie wiem - odpowiedziałam obojętnie, ale zgodnie z prawdą. Już miałam wychodzić kiedy złapał mnie za ramię i przycisnął swoje usta do moich. Nie spodziewałam się tego i sama nie wiem czemu odwzajemniłam pocałunek. Był jednocześnie tajemniczy i odsłaniający całą prawdę o nim, delikatny i równocześnie zaborczy. Był cudowny. Wiem, byłam chora i zdradziłam swojego chłopaka. Zaraz, czy ja jeszcze mam chłopaka? Gdzie on w ogóle jest? -Zastanawiałam się przez chwilę.
-Muszę już iść. - Powiedziałam szybko. Chłopak złapał mnie za rękę i dał mi jakąś kartkę. Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się do niego.
-Czekaj, jak ty w ogóle masz na imię? - zaśmiałam się.
-Jestem Justin. - Powiedział i uśmiechnął się zadziornie. Jezus Maria ten uśmiech.
-Jestem Ariana - Odpowiedziałam i podałam mu rękę, na co oboje wybuchnęliśmy śmiechem. - To ja już idę. - Wyszłam z samochodu i pomachałam mu ręką. Podbiegłam do furtki, wpisałam kod i poszłam przed siebie w stronę domu. To był chory dzień - myślałam otwierając drzwi. Pobiegłam na górę do swojego pokoju i nawet nie brałam prysznica. Położyłam się na łóżko, sprawdzając godzinę na zegarku. Było już po 2. Muszę iść już spać - powtarzałam sobie w głowie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudziłam się rano, słysząc donośne pukanie do drzwi.

***
Hej, hej, hej :)
Dzisiaj przybywam do Was z nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że wam się podoba.
Powiem szczerze, że bardzo długo myślałam, jak poznać ze sobą głównych bohaterów.
Stwierdziłam, że najrozsądniej będzie w ten sposób.
Tradycyjnie:
NOWY ROZDZIAŁ = 2 KOMENTARZE :)
Zachęcam was do dzielenia się opinią o opowiadaniu i o całym blogu.
Pozdrowionka! :) I papa xx 

niedziela, 1 lutego 2015

One

Notka pod rozdziałem!!
***
Siedziałam w szkolnej ławce. Pani Smith jak zwykle przynudzała, ale biorąc pod uwagę to, że za dwa tygodnie jest koniec roku nie wydawała się aż taka straszna. W sumie to nawet ją lubiłam. Nie powiem, kilka razy zalazła mi za skórę, ale była moją wychowawczynią przez 3 lata i przywiązałam się do niej. Moja klasa? Hmm, z tym bywa różnie. Niby wszyscy mnie lubią, ale tylko dlatego, że muszą. Pewnie zastanawiacie się dlaczego? Okej, już tłumaczę. Od kilku miesięcy jestem z jednym z najfajniejszych chłopaków w szkole. Wiecie, kapitan drużyny football'owej = dożywotni szacunek u wszystkich w szkole. I ten przywilej należał się również mnie, jako jego "damie serca" jak to zwykła mówić pani Ashton. Taa... ma super nazwisko. Mi też się podoba. Ale wracając do Drake'a (bo tak miał na imię mój chłopak). Jest cudowny. Naprawdę czuję, że jest dla mnie ważny. Przyjaźniliśmy się od dawna, więc znam go bardzo dobrze i zaczynam się o niego trochę martwić. Zachowuje się coraz dziwniej. Bez większego powodu wpada w szał i krzyczy na wszystko i wszystkich. Trochę mnie to wkurza, ale co poradzę? Naprawdę czuję do niego coś poważnego i mam nadzieję, że on do mnie też.
W tym momencie zadzwonił dzwonek. Grzecznie zanotowałam pracę domową i pożegnałam się z moją ukochaną ostatnią ławką. Gdy wychodziłam z klasy poczułam czyjeś dłonie na oczach.
-Zgadnij kto to? - usłyszałam znajomy głos.
-Hmmm.. -udawałam, że się zastanawiam - Ashley! - krzyknęłam drocząc się z tą "nieznajomą" osobą. Odwróciłam się i bez wahania pocałowałam "nieznajomego" w policzek. Otworzyłam oczy i zobaczyłam mojego cudownego chłopaka. Momentalnie wpił się w moje usta i zaczął mnie całować. Odwzajemniłam pocałunek wkładając w niego wszystkie uczucia jakie miałam w sobie. Po chwili odsunął mnie od siebie i trzymając za rękę odprowadził prosto pod drzwi do mojego samochodu. Na szczęście mój szkolny dzień już się skończył. Oparłam się o drzwi samochodu, chłopak stanął na przeciw mnie i popatrzył mi w oczy. 
-Jedźmy gdzieś! - krzyknęłam. - O! Wiem! Chodź na plażę! - chłopak patrzył na mnie i nie ukrywał zdziwienia. Pocałował mnie w czoło i otworzył drzwi do samochodu.
-Jedź do domu, przyjadę po ciebie za pół godziny. - Powiedział zamykając mi drzwi do auta. Popatrzył na mnie i odjechał. Siedziałam jeszcze przez chwilę patrząc przed siebie po czym odpaliłam samochód i odjechałam. 
Gdy podjechałam pod bramę i nacisnęłam guzik do jej otwarcia moim oczom ukazała się długa alejka wśród drzew. Cała była wykostkowna, a dookoła była zielona trawa i dużo krzewów, których nazw nawet nie potrafię dobrze wymawiać. Jechałam bardzo wolno, bo nigdy nie mogłam się napatrzeć na ten piękny ogród. Mieszkałam tu już prawie 20 lat, a zawsze podziwiałam go tak samo. Po chwili dojechałam do domu. Moim oczom ukazała się piękna fontanna. Objechałam ją dookoła i podeszłam do frontowych drzwi. 
-Hej mamo! - krzyknęłam od progu. Nie odpowiedziała. Poszłam do kuchni i zobaczyłam kartkę na lodówce.
"Kochanie wyszłam z Antoniem na obiad, 
wrócę późno. Papa:)"
Okej, nawet dobrze się składa. Nie będę musiała się tłumaczyć. Pewnie zastanawiacie się gdzie mój tato. On... umm.. umarł jak miałam 10 lat. Strasznie mi go brakuje, ale nauczyłam się z tym żyć. 
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej resztki naleśników. Zjadłam je z ogromnym apetytem po czym pobiegłam do mojego pokoju. Wyjęłam telefon z torebki i rzuciłam go na łóżko. Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Przebrałam się w szorty i koszulkę na ramiączka. Do tego założyłam czarne sandałki po czym wzięłam telefon i wyszłam z domu. Zanim wszystko pozamykałam na podjazd podjechał Drake. Wysiadł z samochodu, pocałował mnie w policzek i otworzył drzwi od strony pasażera. Nie wiedziałam dokładnie gdzie jedziemy, ale czułam, że to będzie coś wielkiego.

***
Zmieniłam wszystko, został tylko wygląd i bohaterowie.
Akcja będzie się toczyła wolniej i trochę mniej chaotycznie.
NOWY ROZDZIAŁ = 2 KOMENTARZE :) 
Miłego czytania

Prologue

***
Dear J.
Znasz to uczucie kiedy jedna osoba wywraca twoje stabilne i poukładane życie do góry nogami?
Gdy jesteś w stanie zrobić dla kogoś wszystko? Gdy cały świat traci sens, a jednocześnie jest ktoś kto daje ci powód do życia? 
Nie chciałam takiego życia. Zostałam w nie bezczelnie wciągnięta bez mojej wiedzy. Narkotyki i ćpanie to naprawdę nie prawdziwa ja. Uwierz mi, że wszystko, co robiłam robiłam z miłości do niego. I to niestety mnie zgubiło.
A ty? Ty pojawiłeś się w moim życiu i nieźle namieszałeś. Cóż, to był nawet fajny bałagan. Podobał mi się. Chciałam, żeby trwał wiecznie. Lubiłam ten chaos - umm, ja nadal go lubię.  Bo w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że twoje szczęście też jest ważne, jest ważniejsze niż moje, jest ważniejsze niż szczęście całego świata. I cóż, nic już nie jest jak dawniej. Wszyscy się mszczą za jeden głupi i nieprzemyślany błąd. Lecz mimo wszystko nie chciałabym cofnąć czasu, bo przecież mogłabym Cię nigdy nie spotkać.
Your Ariana.

***