***
Justin's POV
Wyszedłem z domu Ariany. Cóż, starałem się ją poznać, ale była strasznie cicha i skrępowana. Chciałbym, żeby czuła się przy mnie swobodnie. Ona MUSI czuć się przy mnie swobodnie, jeśli chcę pokazać temu dupkowi Drake'owi na co mnie stać. Muszę sprawić, żeby się we mnie zakochała. Do szaleństwa. Wtedy upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu - będę miał Arianę na każde moje skinienie i zemszczę się na Drake'u. Tak, to dobry plan. Teraz pozostaje mi tylko być miłym i uprzejmym. Znam siebie i wiem, że to nie będzie łatwe, ale czego się nie robi dla seksu z taką laską jak ona? No właśnie.
Ariana's POV
Powiedzenie, że byłam na siebie wściekła to za mało. Byłam cholernie wkurwiona i zawiedziona sobą. Miałam go w sobie rozkochać, doprowadzić do szaleństwa, a co robiłam? Ryczałam jak głupia oglądając jakiś badziewny film. On nie lubi dziewczyn takich jak ja - cichych, grzecznych, spokojnych. Jeśli mój plan ma wypalić muszę się trochę zmienić. Muszę stać się pewną siebie, zimną suką. Tylko tak zwrócę na siebie jego uwagę.
Posprzątałam resztki popcornu, które zostawiliśmy w salonie i chciałam zacząć szykować się na wieczór.Po drodze na górę poszłam do sypialni mamy, żeby się z nią przywitać. Wróciła dziś, kiedy Justin był u nas. Na szczęście akurat wyszedł do łazienki i nie musiałam tłumaczyć się z tego, co robi nieznajomy chłopak w naszym salonie pod nieobecność mamy. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że mama jeszcze śpi. Cóż, nie dziwię się jej. Ma strasznie męczącą pracę. Położyłam się obok niej na łóżku i przytuliłam ją z całych sił.
-O, hej Ari. - Powiedziała zaspanym głosem. Powiem szczerze, że widok tak zmęczonej mamy był dziwny. Zawsze tryskała energią i nie sposób było ją uciszyć. Teraz, była zupełnie pozbawiona energii.
-Coś się stało? Nie wyglądasz dobrze, mamo. - Powiedziałam ze zmartwieniem w głosie słyszalnym na co najmniej milę.
-Córeczko ja.. - patrzyła na mnie ze łzami w oczach. Powiedzieć, że się bałam to za mało. Byłam tak cholernie przestraszona. Nigdy nie widziałam mojej mamy w takim stanie. - jestem chora.
-Co? - Zapytałam z niedowierzaniem. Co prawda w ostatnich dniach była trochę osłabiona, ale nie powiedziałabym, że była chora. Po prostu zwyczajnie zmęczona.
-Ariana ja... - jąkała się - ja mam... - nie mogłam patrzeć jak płacze. Przytuliłam ją z całej siły - Ja mam białaczkę. - Szepnęła mi do ucha.
To wszystko spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Przed oczami miałam wszystkie nasze wspólne chwile. Pamiętałam dokładnie jak świetnie bawiłyśmy się z mamą na placu zabaw. I pomyśleć, że mogę jej już nie zobaczyć.
-Ale jak to? Od kiedy wiesz? - Zaczęłam zadawać mnóstwo pytań dotyczących choroby. Nie potrafiłam się pozbierać, a po głowie non stop chodziła mi jedna myśl "Ile jej jeszcze zostało?". - Mamo, czy to oznacza, że ty.. - nie potrafiłam skończyć, ale widziałam, że mama dokładnie wie co mam na myśli.
-Tak córeczko, lekarz mówi, że mam jeszcze jakieś dwa miesiące. - Nie, to nie może być prawda. Jakim cudem? Przecież ona jest zdrowa. ZDROWA.
-Mamo, nie. Ty nie możesz umrzeć. - Wydukałam ledwo słyszalnie. - To nie możliwe, przecież możesz się leczyć, będzie dobrze, prawda? - Spytałam z naiwną nadzieją, że coś jeszcze może się zmienić.
-Ari już za późno. - Powiedziała smutno. - Leczę się od ponad dwóch lat. To już przestało działać. To koniec.
Wstałam z łóżka i wyszłam. Nie mogłam siedzieć i patrzeć na nią ze świadomością, że nic nie mogę zrobić. Chciałabym być na jej miejscu. Nie zasłużyła na to, by umrzeć. Nikt nie zasługuje na taką śmierć, a tym bardziej moja mama. Była cudowna. Zawsze roześmiana i wesoła. Cieszyła się z najdrobniejszej rzeczy, mimo że miała ogromną ilość pieniędzy. Pamiętam, jak kiedyś znalazłam czarnego kota. Wszyscy mówili, że będzie przynosił pecha, a my z mamą, na przekór innym dałyśmy mu na imię Lucky. Był naszym amuletem. Kochałyśmy go z całego serca. Nie chciałyśmy, żeby cokolwiek mu się stało. Doskonale pamiętam jak zabrałyśmy go na spacer. Uciekł mi z rąk i wpadł prosto pod samochód. Miałam wtedy 8 lat i nie mogłam sobie z tym poradzić. Mama była po trzydziestce, a płakała razem ze mną. Miała dobre serce. Była i jest moją najlepszą przyjaciółką. BĘDZIE moją najlepszą przyjaciółką zawsze.
***
Hej, wiem, że nie było mnie długo, i że to co teraz napisałam jest raczej kiepskie, ale nie mogłam się w ogóle zebrać i nie miałam czasu. Przygotowuję się teraz do egzaminów do szkoły muzycznej, więc nie będę miała zbytnio czasu.
Była umowa 3 komentarze=nowy rozdział i co? Pod ostatnim rozdziałem nie ma ani jednego komentarza. Rozumiem, że wyświetleń przybywa itd. ale czy to taki problem napisać w komentarzu zwykłą kropkę czy cokolwiek? Chcę wiedzieć, że to co piszę (choć na razie jest jakie jest) nie krąży bezsensownie po bloggerze. Nie wiem kiedy dodam następny rozdział, ale raczej będzie to kontynuacja tego, więc jest to rozdział "Five 1".
Wesołych Świąt i pozdrawiam :*
Ciao